Czasem zdarza się tak, że człowiek ma ochotę rzucić wszystko w diabły, wyemigrować do Australii i zacząć wszystko od nowa. No chyba, że mieszka w Australii, to wtedy nie.
Wiesz, o czym mówię??
Ja właśnie jestem w takim punkcie…
Ale kiedy zaczęłam się zastanawiać, od czego by tu zacząć, to okazało się, że raczej nie da rady.
Żebym nie wiem jak chciała i co robiła: nie wyleczę moich synów z autyzmu, nie sprawię, że będą samodzielni, nie odzyskam utraconego zdrowia, nie nadrobię zaległości życiowych z ostatnich czterdziestu lat… Nawet się nie rozwiodę, bo ustaliliśmy z mężem wyjątkowo zgodnie, że rozwód niczego by nie zmienił, a dodatkowo trzeba by zapłacić jakieś absurdalne koszty sądowe. To lepiej te pieniądze wydać na coś sensowniejszego.
No i co w tej sytuacji?
Skoro nie mogę zmienić swojego życia i zacząć wszystkiego od nowa, jedyne, co mi realnie pozostaje, to zmienić swoje podejście do tego, co jest. I może znaleźć jakieś PLUSy…
O, tak! Szukanie PLUSów jest dobre! Nawet jeśli z tego wychodzą jakieś idiotyczne „dzienniczki wdzięczności”. Bo tak łatwo jest wpaść w czarną rozpacz, ale o wiele trudniej „znaleźć dobro na tym świecie, o które warto walczyć”1. Nawet we własnym mikroświecie… A może właśnie w nim?
To może ja spróbuję? Żeby sprawdzić, czy da się. I czy to będzie działać.
1Sam Gamgee do Froda, Władca Pierścieni, JRR Tolkien (oczywiście, że wiesz, ale tak na wszelki wypadek – dla innych Czytelników…)