Spotkaliśmy się przypadkiem, podczas festiwalu rzemiosł na wilanowskim przedpolu i była to miłość od pierwszego wejrzenia.
Nieczęsto zmieniam kosmetyki. Jak już się zgram z którymś, to pozostaję mu wierna. Chyba, że mnie nie stać – bo i takie miłości mi się zdarzają. Z Dzikimi Łąkami poszło błyskawicznie: koniec kiermaszu, koniec kasy w portfelu i żądza większa niż rozsądek.
Właściwie to nie jest krem, tylko mus. Ma obłędną konsystencję i takiż zapach. Pachnie różą, taką prawdziwą, dziką różą. Ale nie powala cię aromatem na amen, o nie… Wita soczyście, a potem daje ci pożyć. Aż do wieczora, kiedy subtelnie przypomina ci o swoim istnieniu podczas zmywania twarzy. To Ten Na Dzień. Bo Ten Na Noc nie atakuje zmysłów zapachami, tylko łagodnie otula musową konsystencją i wysyła do łóżka.
Bella opiekuje się trudnymi cerami: z rosacea i pękającymi naczynkami. Łagodzi podrażnienia. Odżywia. Wygładza. Nawilża. Nie zastępuje leków, ale znacznie (ja to może podkreślę: znacznie!) zmniejsza potrzebę ich użycia. Wiem, co mówię, bo od kilku miesięcy rosex i solantra leżą nieużywane w szufladzie. Jest bardzo wydajna i muszę się powstrzymywać, żeby nie wygarnąć e słoiczka więcej, niż to potrzebne.
No i mamy jeszcze różany hydrolat. Tak do kompletu. Ze wszystkimi swoimi hydrolatowymi zaletami i zapachem wakacji nad morzem. Nie, nie pachnie wodorostami… też mi coś! Pachnie różanym bezkresem na nadbałtyckich wydmach… Od razu człowiek ma ochotę na gofra…
Dzikie Łąki
Polska manufaktura kosmetyczna
Odkryj więcej z Jo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Przyznaję się do grzechu nieczytania Twojego znakomitego bloga. Lub zaglądania sporadycznego, gdy DASZ ANONS NA FB.
Wynika to zapewne z totalnego zaniedbania mojego blogowania. Natomiast zainteresowały mnie Dzikie Łąki- bardzo. (Jak to baba).Zaraz poszukam, czy da się kupić przez internet. 😀
Kurna, ja ciągle zapominam wrzucić link na FB… Obiecuję poprawę 🙁
Jeśli nie wysyłają za granicę, to napisz mi, co byś od nich chciała i ja ci wyślę.