Duchy Szkocji

Chyba właśnie mam zwycięzcę w konkursie na Największe Rozczarowanie Roku, a dopiero kończy się styczeń.

Nigdy nie byłam w Szkocji, chociaż jest to moim marzeniem tak mniej więcej od dwunastego roku życia, więc można sobie policzyć, że wieki. Mimo resztek zdrowego rozsądku nadal nie tracę rozpaczliwej nadziei, że kiedyś mi się uda. A takie książki, są jak sztylet wbity… nie… chyba bliżej im jednak do benzodiazepin, czy innego świństwa w tym rodzaju.

Powinnam odłożyć książkę po „ubraliśmy buty”, ale nie po to ją kupiłam pół roku temu, żeby teraz, kiedy wreszcie nadeszła jej kolej czytania, tak łatwo zrezygnować przez prosty regionalizm. Ale zgrzytnęło. A potem było tylko gorzej.

Przysięgam: nie mam pojęcia, jak można tak nieciekawie pisać o Krainie Ostu i Jednorożca. No dobra: przyjęłam, że Thistle to Popłoch pospolity, co nie zmienia faktu, że i tak wszyscy mówią OSET. I gdyby takie uwagi sprowadzały się do ciekawostek, to naprawdę byłoby całkiem nieźle, ale nie jest.

Ja wam tu nie będę spojlerować, bo jednak człowiek napisał książkę, a ja mam empiryczny szacunek dla każdego, kto to zrobił. Szkoda jedynie, że coś mu nie wyszło z redakcją (o ile w ogóle była). Kolejnych nie kupię, chociaż płaczę rzewnymi łzami, bo bardzo się na nie szykowałam.


Duchy Szkocji, Maciej Kowalkowski


Odkryj więcej z Jo

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz