Naszyjnik

Od jakiegoś czasu mam hopla na punkcie robienia koralików. Zazwyczaj sobie – jeszcze panuję nad narzucaniem się ludziom z moją radosną twórczością i obdarowywaniem ich koralikami, chociaż Sister, Madre i Angela dostąpiły wątpliwego zaszczytu w postaci bransoletek. Ale na ogół robię sobie naszyjniki, których potem nie noszę, bo głównym celem jest przecież działanie. Szukanie kamieni, wściekanie się na niezgodność odcieni złoconych elementów, oglądanie bezsenną nocą naszyjników w internecie i śledzenie tutoriali „Jak w dwanaście minut zrobić naszyjnik, który zachwyci na imprezie.”.

To znaczy: ja na imprezy nie chodzę, ale tutoriale bywają bardzo edukacyjne, więc czasem oglądam.

Spodobał mi się taki jeden, prezentowany przez Korallo i poczułam, że muszę go mieć. Więc sobie zrobiłam. Zainspirowany, nie identyczny, żeby nie naruszać praw autorskich i tak dalej. I przeszłam z nim całą drogę przez mękę: od szukania odpowiednich kamieni, poprzez… czytaj powyżej.


Naszyjnik jest zrobiony z labradorytów różnych kształtów i wielkości, ze złoconymi przekładkami, zwieńczony medalionem, który można zdjąć, jeśli potrzebuję prostych koralików. Jest dość masywny – taki chciałam po dwóch latach robienia subtelnych naszyjników z trójek lub czwórek. Tu mamy szóstki i ósemki, a medalion ponad 40 (podaję w milimetrach…).

Jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona. I właściwie powinnam to podkreślić, bo ja rzadko kiedy jestem zadowolona z tego, co uda mi się zrobić.

I… tak: robiłam go do konkretnej bluzki, więc skoro mi się tak podoba, będę musiała sobie coś jeszcze kupić do niego, bo to trochę bez sensu mieć naszyjnik do jednej tylko kreacji, prawda?


Odkryj więcej z Jo

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

1 Comment

  1. Jo

    Nie umiem robić zdjęć produktowych, więc sorry, szału nie ma i nie będzie. Ale zastanawiam się, czy nie wrzucać tu sobie czasem mojej radosnej twórczości… Hm…?
    Wrzucać?

Dodaj komentarz