Jak cię mama nie nauczyła…

No po prostu szlag mnie trafia, jak to widzę!

Ta przysłowiowa mama, to co jeszcze ma w zakresie obowiązków, że tak zapytam z głupia? Bo ma uczyć dziecko dosłownie wszystkiego, dodatkowo robić karierę zawodową, mieć udane życie towarzyskie, wspierać dzieci, mężowi kapcie i obiad pod nos podsuwać, że o łóżku nie wspomnę, organizować życie całej rodziny, spieszyć z pomocą krewnym i znajomym, a w szczególności opiekować się z pełną wyrozumiałością starymi rodzicami, a na koniec zawsze mieć dobry humor, bo inaczej to foch i kpiny.

I ja przepraszam, ale chyba ktoś tu się na rozum zamienił, tylko nie wiem z kim. I mu się fikcja z rzeczywistością miesza. Bo to jednak jest albo-albo. Nie da się ogarniać wszystkiego, bez utraty zdrowia.

A na koniec jedno pytanie: gdzie to niewyedukowane życiowo potomstwo (w dużej mierze dorosłe) miało resztę rodziny? Wszystkie to dzieci samotnych matek na pustyni? Gdzie ojcowie, babcie, dziadkowie, szkoły? Chyba nie bez przyczyny mówi się, że trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko? Bo wychowanie dziecka jest zadaniem zbiorowym. Bo opiera się na sieci relacji społecznych. Bo nie odbywa się w czterech ścianach domu, tylko przez interakcje z ludźmi spoza niego. I wymaga stałego wsparcia reszty rodziny, sąsiadów, nauczycieli i instytucji państwowych.

Ach, znowu się rozpędziłam… Chociaż tym razem miałam na myśli normalnie funkcjonujące dzieci i prowadzącą zwykłe życie ich matkę.


Odkryj więcej z Jo

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz