Nie, nie będzie dowcipów w rodzaju: „Nie martw się, jeśli w Walentynki nie jesteś zakochany – w Zaduszki nie musisz być martwy.”. Ani tekstów o tym, że największą miłością mojego życia są moje dzieci. Czy tam pies. W sumie… Cersei mówiła, że powinno się kochać wyłącznie swoje dzieci… I jak skończyła? A co do bezwarunkowej miłości psa, to mam swoje zdanie… Trwa, dopóki dysponujesz żarciem…
Ale żarty żartami, a my tu poważnie o największym (zaraz po Bożym Narodzeniu) marketingowym kicie ludzkości.
Otóż kupiłam sobie, niech będzie, że na Walentynki – wprawdzie nie obchodzę, ale liczy się pretekst, Dremela. Dokładniej: Dremela 3000. Żeby móc spokojnie robić różne rzeczy przy dioramach. Bo jak się obrażam śmiertelnie na męża, to przecież nie będę go prosić o przycięcie listewek, logiczne. A że ostatnio (czyli tak od dwóch czy trzech lat) mąż mi podpada notorycznie, to i dioramy czekają, a ja wpadam w depresję. A wolałabym nie.
No i kupiłam sobie tego Dremela, na Allegro. Przyszedł następnego dnia, kurierem z Amazona. I na moment naprawdę się zaniepokoiłam, że coś jest ze mną nie tak, jak ten kurier zadzwonił, bo ja przecież niczego na Amazonie nie kupowałam! A może? Jezu, tak źle ze mną, że nie kontroluję???
Zanim zdążyłam rozpakować przesyłkę, przyszedł Piter. Rzucił się na tego Dremela, obejrzał i i zadowoleniem pochwalił, że teraz łatwiej będzie mu te moje dioramy wycinać.
Czyli wyszło na to, że kupiłam mężowi, na którego jestem obrażona i ostatnią rzeczą, jaką bym miała ochotę zrobić, to kupowanie mu prezentu na Walentynki, których przecież nie obchodzę, narzędzia do robienia moich dioram, o co nie zamierzam go prosić, bo jestem obrażona.
I weź tu zrozum kobietę…
Odkryj więcej z Jo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.