Przez wiele miesięcy miałam blokadę czytelniczą. Właściwie to można ją liczyć w latach. Nadal kupowałam książki, ale nie byłam w stanie ich czytać, a rosnąca piramida wstydu zaczynała grozić śmiercią lub kalectwem. Zastanawiałam się dlaczego?! Przecież ja całe życie czytałam! W pierwszej klasie podstawówki nieustannie podpadałam pani Kwiatkowskiej, bo nudziłam się na lekcjach cholernie, kiedy moi koledzy sylabizowali, że Ola je jajko, bo ja w tym czasie opędzlowywałam u babci Dzieci z Leszczynowej Górki, a rok później W pustyni i w puszczy. Dlaczego zatem teraz nie mogłam wyjść z czytelniczej zapaści???
Myślę że znalazłam winowajcę. A nawet dwóch.
Przede wszystkim byłam (i jestem) przebodźcowana. Nie tylko na dźwięki czy światło, ale również na emocje. Czytanie książki to dla mnie wejście w czyjś świat i w emocje właśnie. I mając tych własnych niebezpiecznie zbliżający się do granic wytrzymałości nadmiar, po prostu odcinałam kolejne. Zresztą to samo dotyczy oglądania filmów – od lat nie korzystam z telewizora, z małymi wyjątkami. I nie potrafię w tej chwili włączyć żadnego dekodera. Można się śmiać.
No i nie wiem, czy teraz dążę do samozagłady, czy mój stan emocjonalny nieco się poprawił, ale zaczęłam czytać. Jednak zupełnie inne książki niż te, nad którymi męczyłam się przez ostatnie lata.
Ach, i tu kolejne odkrycie!
Ponieważ trzymałam się z daleka od beletrystyki, mój podręczny księgozbiór „in-waiting” składał się głównie z literatury faktu. Biografie, reportaże, przewodniki, popularno-naukowe pozycje. I przeżywałam tu liczne zawody… Bo większość bloggerów nie potrafi pisać książek. I chociaż blog podobał mi się ogromnie, nie byłam w stanie przeczytać książki do końca, więc gdzieś tam się zawieszałam. Albo Murray. Ja się z nim zgadzam od pierwszych wykładów, jakie obejrzałam na YT! I mniej więcej połowa Przedziwnej śmierci Europy bardzo mi się podobała! Ale kiedy w kolejnych rozdziałach nadal przekonywał mnie do swojej diagnozy, to jednak czułam się traktowana jak upośledzona intelektualnie i zdaje się że dwa rozdziały przed końcem książkę odłożyłam. Takich niedokończonych historii mam więcej. A skoro jakiejś książki nie dokończyłam, to nie mogłam zabrać się za czytanie innej. I ten stos hańby rósł.
Nie wiem, co się stało, ale coś się stało i zaczęłam znowu czytać. Na początek poleciałam po Garstkach w Ustce i mimo, że kolejne części nie utrzymywały poziomu pierwszej, byłam dzielna, za co zostałam wynagrodzona. Maliną. O Malinie i jej krewnych jeszcze tu będzie, a teraz chodzi mi o coś innego. Otóż jeśli wcześniej byłaś/-eś czytelnikiem Rutyny Chaosu, możesz dziwić się, skąd nagle tyle postów o książkach. Proste. Odblokowało mnie czytelniczo. A ponieważ jest nadal zima, a ja mam ciągle cholerny nokaut kondycyjno-zdrowotny, a czymś się muszę zająć – padło na książki. Czasami też na filmy, chociaż muszę dziecko prosić, żeby mi włączyło DVD. Nie wykluczam, że z nastaniem wiosny zrobię się monotematyczna ogrodniczo… Albo że mi się znowu rzuci na kulinaria… Wszak życie pełne jest niespodzianek, prawda?
Odkryj więcej z Jo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.