Gdybym miała jakoś nazwać stan umysłu, w jakim się teraz znajduję, to byłoby właśnie coś takiego. Chaos. Zbyt wiele rzeczy rozpoczętych i zawieszonych w czeluściach Wszechświata. To znaczy nie wiem, czy istnieje coś takiego jak czeluście Wszechświata, ale gdyby istniało, to właśnie tam znajdowałyby się te wszystkie rozgrzebane przeze mnie tematy. A ponieważ najbardziej na świecie nie lubię niedokończonych wątków (no może poza tym, jak mąż kończy za mnie zdania…), to postanowiłam się wreszcie ogarnąć i pokończyć. Te wątki. Idzie mi średnio.
Korzystając z tego, że ostatnio nawet udaje mi się ruszyć z fotela, zrobiłam porządek na biurku. Jak mi zapał nie minie, to może posprzątam resztę pokoju – wiadomo: nadzieja umiera ostatnia. Plany mam ambitne, bo przed ruszeniem z wiosennymi pracami w ogrodzie chcę posklejać boxy do dioram. Potem może być różnie: albo nie będę miała czasu, albo nie będę w stanie ruszyć ręką. Zobaczymy. A w chwilach, gdy nie mam na nic siły, porządkuję setki przepisów zamulających mi resztki komputerowej pamięci i próbuję zrobić książki kucharskie w Canvie. No jasne, że liczba mnoga… Bo nie mogłam się zdecydować na jeden klucz…
Z tego wszystkiego mi wynika, że jeszcze nie pisałam tu o lalkach… Karygodne zaniedbanie…
Tytułowy obrazek uprzejmie informuje, że mój mózg jest jak moja przeglądarka internetowa: mam otwartych 19 zakładek, 3 są zamrożone i nie mam pojęcia skąd dobiega muzyka.
Nic dodać, nic ująć.
Odkryj więcej z Jo
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Z tym kończeniem zdań – walczę żeb tego nie robić. Nie jest łatwo, cholera, nie jest łatwo.