Projekt

Nie mogę żyć bez Projektu. Jakiegokolwiek. Odkąd Panicze pokończyli szkoły, moje życie przypomina meduzę. I ja początkowo myślałam, że zmęczenie i tak dalej, i że odreagowuję sobie ich szkolne lata, ale minęło kilka lat i wcale nie jest lepiej. Nie mam celu, a bez celu się zapadam. Więc postanowiłam sobie jakiś cel znaleźć.

Nieszczęśliwie wszystkie moje wcześniejsze pomysły delikatnie mówiąc nie wypaliły. Lubię pisać, ale nikt nie czytał tego, co napisałam. Lubię gotować i nawet nauczyłam się robić przyzwoite zdjęcia oraz używać wordpressowych szablonów, ale żaden z moich blogów nie przypadł do gustu rodzinie i znajomym. Zrobiłam kilka naszyjników i bransoletek i sama ich nie noszę. No to czym ja mam się zająć, żeby nie oszaleć przed śmiercią???

Przeglądam rzeczy, które lubię robić. Lalki… OK, niech będą lalki. Urządzanie wnętrz… Jak napisałam na FB, że „wow! eureka! odkryłam, co mnie męczy! od ponad dziesięciu lat nie urządziłam żadnego nowego mieszkania!”, to mi taka jedna życzliwa przyjaciółka poradziła, żebym sobie meble w domu poprzestawiała, a potem się mocno ścięłyśmy, bo nie była w stanie przyjąć do wiadomości, że „przestawianie mebli w domu” to nie jest to samo, co „urządzanie nowego mieszkania”. A że na mieszkanie do urządzania się nie zapowiada, to z potencjalnych pasji zostało mi ogrodnictwo. No i tu też nieco kicha, bo nasz Marcepanowy Ogródek to porażka, a o Ziemi Przodków można sobie przeczytać w poprzednim wpisie. Szału nie ma. I właśnie dlatego, że nie ma, postanowiłam się zbuntować.

I bardzo mi przykro, ale ciąg dalszy nastąpi.


Odkryj więcej z Jo

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz