Toskania Pedantuli

Zacznijmy od tego, że książka jest przepięknie wydana. Trzymanie jej w ręku to prawdziwa przyjemność, a lektura przypomina wakacyjne wycieczki po Toskanii. Zgodnie z tytułem jest to Toskania Pedantuli, czyli kobiety-instytucji Urszuli Chincz, ale pojawiają się w niej również mieszkający w Toskanii Polacy oraz dwie bardzo znane Włoszki.

Wraz z Ulą popatrzymy na prawdziwe włoskie życie, wpadniemy do kilku nie do końca oczywistych miejsc, poczujemy się trochę jak tambylec (moje pełne zazdrości określenie na ludzi mieszkających tam, a nie tu) i otworzymy Booking, żeby poszukać miejscówki na najbliższe wakacje.

Jeśli mnie znasz, to zadajesz sobie teraz pytanie: „No pięknie, powiesz wreszcie co ci nie pasuje?”.

Czy ja coś mówię?

Mój mąż zauważa w takich przypadkach, że nie i właśnie to go niepokoi… No to niech będzie…

Dalej jest chemia. Albo jej nie ma. Dla fanów Uli i jej obecnych od lat w mediach projektów, ta książka będzie jak dobry, wyczekiwany z niecierpliwością przyjaciel.

Dla pozostałych: niekoniecznie.

Po opisie perypetii mieszkaniowo-życiowych autorki i rozmowach z rodakami, którzy znaleźli w Toskanii nowy dom i (a jakże…) prowadzą tam agroturystyki, często z dodatkowymi atrakcjami w postaci różnorodnych warsztatów, tuż przed garścią przepisów na lokalne dania (garścią, bo przecież jest cała osobna książka do nabycia, to chyba oczywiste) mamy wywiad z Tessą Capponi-Borawską i osobistą wzmiankę o Dzienniku toskańskim

I to jest ten moment, w którym wszystkie potencjalne plany lekturowe idą mi w zawieszenie, a ja sięgam do podręcznej biblioteczki. I nawet lekka awersja do Perfekcyjnej Uli w Toskanii lekko mi odpuszcza.

Dziennik toskański. I Kuchnia pachnąca bazylią.


Odkryj więcej z Jo

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 Comments

  1. Piter

    Chyba sięgnę po tę książkę z ciekawości, żeby zobaczyć jak inne osoby widzą Toaskanię. Ale dla mnie dalej kojarzy się z naszymi pobytami tam i jeżdżeniem w różne miejsca, nie zawsze na liście Top.

    1. Jo

      Toskania jest bardzo osobista w odbiorze. Mnie np taki Zagańczyk totalnie zdegustował depresyjnością Drogi do Sieny, bo mimo wszystkich trudności, jakie zaliczaliśmy, Chianti jest dla mnie uosobieniem raju. Pamiętasz Anchiano?
      Cholera… Weź ty mnie zmotywuj do napisania Włoskich wakacji ..

Skomentuj Piter Anuluj pisanie odpowiedzi