Przychodzę dziś do ciebie z zielskiem.
Spokojnie, spokojnie. Z niczym nigdzie nie przychodzę – siedzę sobie w domu, we własnym fotelu i nie zamierzam nikomu składać wizyt 😀 Tak mnie naszło, bo identycznym tekstem zaczyna swoje występy większość influencerek, co mnie niezmiernie bawi. Ale zielsko jest prawdziwe. A nawet Zielsko, książka Julii Wizowskiej – współczesnej Wiedźmy, pasjonatki i znawczyni ziół i tradycyjnych terapii.
Nigdy nie zajmowałam się takimi rzeczami. W najlepszym razie kupowałam herbatki ziołowe, zapakowane w saszetki i gotowe do zalania wrzątkiem. Skąd więc nagle taki pomysł?
Po pierwsze: nie nagle, bo od dawna krążyłam. Nawet myślałam o ukończeniu jakichś zielarskich kursów. Jak zwykle nic mi z tego nie wyszło. Bo życie.
Po drugie: no właśnie życie. Medycyna akademicka nie potrafi sobie poradzić z moim stanem zdrowia, a ten nieustannie się pogarsza, więc postanowiłam spróbować jakiejś alternatywy. Nie mam zbyt wiele do stracenia. A medycyna ludowa całymi wiekami nieźle sobie radziła, więc cóż…
Że powinno być „po trzecie”? No dobra, proszę: po trzecie – jestem przecież Wiedźmą, więc kiedyś musiałam wejść na tę ścieżkę. To była kwestia czasu.
Zaczynam od Zielska, bo poza recepturami na ziołowe preparaty, zawiera mnóstwo ciekawych informacji. Nie tylko o ziołach. Autorka wykonała kawał dobrej etnograficznej roboty i jej opowieści o dawnych zwyczajach są naprawdę ciekawe. A ja lubię takie historie.
Mam książkę. Zrobiłam zakupy. Ciekawa jestem rezultatów.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Julii i Zielsku, to kliknij tu: Julia Wizowska
1 Comment